z serii mądrości wieczorno praskie:
Kotlety są boskie.
arc 2012-01-29 23:45:23 ||
skomentuj (0)
filmweb
Zastanawiam się ostatnio nad założeniem filmwebu. Może dlatego, że jest sesja, a dodawanie sobie obejrzanych filmów na koncie jest daleko lepszą rozrywką niż analiza matematyczna. Właśnie.
Na razie nic z tego, bo właśnie analiza matematyczna. A po sesji pewnie będę miała inne rozrywki niż ślęczenie nad komputerem. I tak mam z tysiąc filmów do obejrzenia, więc filmweb dorzucający mi kolejne jest chyba naprawdę złym pomysłem.
Choć z drugiej strony zamiast mieć trzy różne systemy z zakładkami "filmy do obejrzenia" miałabym cały ten bałagan na filmwebie. Czyli jeszcze więcej ślęczenia nad komputerem. I jeszcze więcej filmów do obejrzenia, bo mogłabym dodawać kolejne skądkolwiek, a tak to przynajmniej o niektórych zapomnę zanim dodam.
Ma ktoś ochotę na maraton starych filmów z Draculą po sesji? Bardzo starych.
arc 2012-01-28 22:18:16 ||
skomentuj (8)
postulaty
01. Boję się masy.
02. Lubię gruszki.
03. Wierzę w Boga.
04. Boję się internetu.
05. Boję się koncernów.
06. Nie lubię reklam.
07. Facebook to nie jest sposób na życie.
08. Lubię czytać.
09. Uwielbiam łakocie.
10. Muzyka jest dla mnie jak powietrze.
12. Wampiry są fajne.
13. Mężczyzna powinien mieć klasę.
14. Uczę się nie przeklinać.
15. Ziemniaki z ogniska są pyszne.
16. Witkacy to jakiśtam dla mnie autorytet.
17. Poezja jest ok.
18. Nie cierpię MPK.
19. Nie cierpię świateł na Alejach.
20. Kradnijcie samochody, zamiast rowerów!
21. Zawsze pamiętaj, co jest w Twoim życiu najważniejsze.
22. Każdy dąży do szczęścia.
23. Moje szczęście nie oznacza szczęścia innych ludzi.
24. Ciepła kołudra jest ciepła.
25. Atrament w drukarkach nigdy nie powinien się kończyć.
26. Lubię krawaty i garnitury.
27. Lubię zapach perfum.
28. Goździki to moje ulubione kwiaty.
29. Mam dzisiaj urodziny.
30. Lubię wstawać rano.
31. Lubie witać pana hrabiego Słońce.
32. Lestat wiecznie żywy, bo nieśmiertelni nie umierają!
33. Czasami lepiej porozmawiać z kimś wyimaginowanym, niż z kimś żywym.
34. Czasem jeszcze na świecie, lecz nie dla świata.
35. Polski jest ładnym językiem.
36. Uczę się niemieckiego.
37. Lubię oglądać stare filmy.
38. Jestem snobem i burżujem.
39. Lubię ser pleśniowy.
40. Nie muszę być znana.
41. Mam grono dobrych przyjaciół.
42. Narzekam czasami za bardzo.
43. Mam wady.
44. Jestem rozemocjonowaną idealistką.
45. Jestem bardzo wrażliwa.
46. Nie lubię tchórzy, ani skurwysynów.
47. Życie jest krótkie i długie zarazem.
48. Czekolada z wiśniówką i rumem Anouka jest pyszna.
49. Chcę więcej Ineskowej tarty.
50. Lubię dźwięki skrzypiec.
51. Nie lubię Nietzschego.
52. Rozdwajają mi się końcówki, ale walczę z tym.
53. Wolę Linuksa od Windowsa.
54. Brakuje mi czosnku i cebuli w kuchni.
55. Na klawiaturze potrafię pisać szybciej niż ręcznie.
56. Mam wyimaginowanych przyjaciół.
57. Lubię książki Kozak i Kossakowskiej.
58. Czasami znajduję w sobie więcej siły, niż się spodziewam.
59. Nie przeczytałam ostatniej części Pottera.
60. Nie lubię Beatlse'ów.
61. Oscar Wilde świetnie pisał.
62. Rosyjscy klasycy są warci przeczytania więcej niż jeden raz.
63. Lubię skakać.
64. Mam dużo energii, choć ciągle chodzę zmęczona.
65. Za mało sypiam.
66. Mam torebkę z karteczkami, na których są zapisane inspiracje.
67. Czekam na SLOT cały rok.
68. Wiele rzeczy odkładam na później.
69. Mam tyle samo czasu, co inni, ale nie potrafię go dobrze zorganizować.
70. Lubię tańczyć.
71. Jestem wielce uzdolniona.
72. Nie wolno marnować talentów.
73. Nigdy nie wydam książki.
74. Od dziesięciu lat piszę pamiętnik.
75. Wklejam do niego bilety i inne haki.
76. Boję się, że zapomnę.
77. Lubię przeszłość.
78. Lubię lata dwudzieste.
79. Lubię okres wiktoriański.
80. Lubię wstążki, koronki i falbanki.
81. Filiżanka.
82. Życie bez absurdów byłoby nudne.
83. Lubię czosnek.
84. Nie jestem skończona, ale jestem arcydziełem.
85. Kierkegaard był mi pocieszycielem.
86. "Upadek" Alberta Camus to bardzo dobra książka.
87. Każdy powinien obejrzeć "Braci Karamozow" Petra Zelenki.
88. Jestem zbyt pewna siebie, co pozwala mi osiągać więcej niż inni.
89. Jestem z drugiego liceum.
90. Rozmawiałam z popiersiem Sobieskiego.
91. Spotkałam w życiu dobrych ludzi.
92. Żyję w realizmie magicznym.
93. Kraków ma byt.
94. Zawsze gubię się na Kazimierzu.
95. Szanuje się tych, którzy okazują szacunek.
96. Jest ciężko, ale to dodaje nam wartości.
97. Cierpienie nie uszlachetnia.
98. Co nas nie zabije, to nas osłabi.
99. Mam długie włosy.
100. Lubię śpiewać.
101. "Morowy" to dobry zastępnik dla "fajny".
102. Lubię brać prysznic.
103. Lubię koty.
104. Co ładne, to dobre.
105. Chcę zwiedzić świat.
106. Chcę jeszcze raz zobaczyć Malbork.
107. Pilch twierdzi, że należy myśleć pełnymi zdaniami.
108. Chciałabym mieć samowar.
109. Kiedyś nauczę się grać na fortepianie.
110. Powinnam znów pomieszkać w dziczy pod namiotem.
111. Jestem piratem. I do what I want 'cause a pirate is free.
112. Jestem pełna sprzeczności.
113. Jestem wieloma osobami na raz.
114. Aleksandeer Wielki był Macedończykiem, nie Grekiem.
115. Idę spać.
arc 2012-01-25 00:41:50 ||
skomentuj (7)
Metallica.
Jeju, jeju, Metallica jest tak cudowna i wspaniała. Aż chce mi się płakać, chce mi się skakać, chce mi się robić różne głupie rzeczy. I do tego nadlatuje takie mnóstwo wspomnień. Ja nawet nie potrafię wyrazić mojego uwielbienia dla nich. Przez jakiś czas zapełniałam kolejne strony w zeszytach napisem "Draco Malfoy". Myślę, że:
Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica Metallica ma pewien symbolizm w sobie, ale to nadal za mało.
Tuesday's Gone
Die Die My Darling
Enter Sandman
Nothing Else Matters
Fuel
One
Welcome Home (Sanitarium)
Master of Puppets
Whiskey On The Jar
Wherever I May Roam
i do tego tyle wspomnień.
arc 2012-01-18 21:55:31 ||
skomentuj (2)
It's not that it's hard. It's the fact that I'm lazy.
A ponadto mam problemy z koncentracją. Chyba, że akurat gadam sama do siebie, albo prowadzę poważną dyskusję z kimś wyimaginowanym, wtedy cała moja uwaga jest skupiona w jednym miejscu. Ale gdy mam się uczyć, moje myśli plączą się jak wełna w łapkach kota.
Ostatnio zastanawiam się. Dużo. Bo informatyka owszem, jest fascynująca, owszem, potrafi we mnie jeszcze wzbudzić jakieś zainteresowanie, ale tak naprawdę nauki klasyczne cenię wyżej. Literatura, muzyka, filozofia - to jest treść życia. Z drugiej strony, pamiętam, że decyzja, którą podjęłam, wcale nie jest bezpodstawna. Bo nauki klasyczne w dzisiejszych czasach są zbyt rozmemłane, bym mogła z nich żyć i nie poczuć gwałtownej niechęci. Programowanie natomiast jest dokładnie tym, czego potrzebuję. Mam problem, mam jakiś schemat, jakąś metodę rozwiązania i po prostu robię. Tak jak z matematyką, owszem musisz się nieźle namęczyć, by dojść do wyniku, ale generalnie to wiesz, że trzeba wyliczyć deltę, znaleźć jakieś pierwiastki, po drodze podejmując decyzję nad tym, czy pierwiastki zespolone są dla ciebie interesujące, czy jednak stratą czasu, potem kilka wzorów i voilà jest wynik. Nie jest to robota bezmyślna, ale jednocześnie jest jakiś wzór. Ponadto można się łatwo ustawić i rozładowywać w przydatny sposób swój nadmiar kreatywności, tworząc własne projekty - nie ma więc uciążliwej powtarzalności, która przygniata, jednocześnie, gdy masz gorszy miesiąc i chcesz po prostu przeżyć, nic się nie stanie, jeśli pojedziesz na minimum i będziesz po prostu robił od linijki to, co do ciebie należy. Pewna wolność w wyborze. I nie muszę spędzać całego dnia w towarzystwie innych ludzi, jeśli akurat nie mam ochoty.
Pewnie trochę idealizuję, i to raczej kiepski pomysł wyrabiać sobie wizję tego zawodu po odwiedzeniu siedziby Google'a (jednej z tych dużych i wypaśnych), gdzie wiadomo, jest lepiej niż gdzie indziej, ale jak mi się nie będzie podobać w firmie X, to zawsze mogę przenieść się do Google'a i tam spróbować szczęścia.
I tutaj powracamy do dnia dzisiejszego, kiedy bycie jakimś podrzędnym pisarzem czy innym wierszokletą wydaje się być niezwykle pociągające, możliwość wyrażania mąk mej duszy i w ogóle samej siebie przecież na pewno jest cudowne. Ale jeśli się zatrzymam i pomyślę o tym na serio, to dochodzę jednak do wniosku, że nie warto rzucać studiów dla mrzonek. Owszem, byłaby to jakaś przygoda życia, ale źle by się skończyła, a ja byłabym wtedy jeszcze nieszczęśliwsza.
Z kolei łączenie jednego z drugim jest dla mnie w chwili obecnej niemożliwe. I klasyka na tym cierpi. Owszem, czytam jeszcze książki, nawet chyba udaje mi się więcej niż rok temu (analiza nakanapowa), ale jednak to za mało. Potrzebuję fabuły, która zajmie mój umęczony życiem umysł, odniesie w krainę marzeń sennych. A teraz, gdy nareszcie dostałam porządną fabułę, taką bez nadmiernego ględzenia o życiu, bez ważkich wniosków, bez drugiego dna (czy ja zbytnio upraszczam Jane Austen?), to jednak czytam po angielsku z tą myślą, że czytalstwo powinno być przydatne i jeśli nie rozwijam się wkładając do głowy mądre myśli innych ludzi i rozważając je w moim małym serduszku, to przynajmniej powinnam mieć taki pożytek, że mój angielski skill wzrośnie. I owszem, czuję, że rośnie. Ale nie mogę powiedzieć, bym oddawała się czczym rozrywkom. A chyba właśnie tego potrzebuję. Wiem, że jeszcze przez kilka tygodni tego nie dostanę, wiem, że potem będę wyprana ze wszystkiego, co w życiu wartościowe (w sensie egzystencjalnym, nie w sensie pojęłam całki) a zwłaszcza z sił, a może nawet wtedy nie będzie możliwości na oddech, tylko będzie jeszcze więcej nauki. I ja tak nie chcę.
Właściwie, czego chcę jest proste i niskie. Chcę kasy, by móc jeździć daleko i móc robić wiele rzeczy, na które teraz nie jestem sobie w stanie pozwolić. Chcę dobrego towarzystwa, które też ma za dużo czasu w życiu (bo chcę mieć całą masę wolnego czasu, dużo, dużo). I do tego chcę jakiegoś sensownego celu, bez tego życie szybko straci urok i zacznę być jakimś okropnym zwolennikiem pracy i równości (tfu, tfu). Mam dwadzieścia lat i chcę tego, czego pragnie zwykły dwudziestolatek - i co nie zmienia się od wielu, wielu wieków. Chcę dobrej zabawy i dobrych przyjaciół, którzy do tego pierwszego są naprawdę, naprawdę niezbędni.
Chcę prostego, normalnego życia, a zamiast tego dostaję jakieś pieprzone per aspera ad astra. Nie chcę aspera i nie od razu musi być aż astra. Myślę, że na razie zwykła świeczka wystarczy. Właśnie, miałam dzisiaj napisać przypowieść o świecy, ale chyba jest zbyt desperacka i mimo iż jest to całkiem zgrabna metafora (wszystkie zgrabne metafory powstają w cierpieniach, tak sądzę), to jednak zostawię ją dla siebie i jak na razie nie spisaną.
Pogadałam sobie, pobleblałam. Jest lepiej. Nawet jeżeli towarzyszem jest komputer, a do prawdziwego człowieka moje słowa dotrą dopiero za czas jakiś, to jednak jest lepiej. Już mniej palącą jest potrzeba dyskutowania samej ze sobą - co prawda moi współlokatorzy już przywykli, ale gdy zaczynam gwałtownie gestykulować, to jednak budzą się obawy, że wyślą mnie w końcu do jakiegoś oddziału zamkniętego w obawie przed wariatką - gada sama do siebie i robi zamieszanie rękami.
arc 2012-01-16 23:36:32 ||
skomentuj (1)
Od knajpy do knajpy włóczymy się
Czarny płaszcz i róż naręcze,
Zakazana twarz i mówił wierszem.
Każdego przekonał.
Mefistofeles.
Tanecznym krokiem u knajpy bram
W toń czarną pochmurną
wyfrunął.
Krakowski czar.
arc 2012-01-10 00:43:03 ||
skomentuj (0)
Albert Camus - Upadek
Mam ochotę na fabułę. Wielką ochotę na fabułę.
Skończyłam dzisiaj “Upadek” Alberta Camus i uważam, że jest to warta
polecenia literatura. Narracja, jakiej szczerze nienawidzę, ale
poprowadzona umiejętnie i z wyczuciem. Pierwotnie miałam zamiar wrzucić
tu kilka cytatów, ale po lepszym zaznajomieniu się z treścią uznałam,
że musiałabym przekopiować całą książkę, co jednak niekoniecznie ma
sens. Lepiej jest napisać: Albert Camus -“Upadek” - Wasz numer 1 na
liście książek do przeczytania!
Świetny styl - zdania naprawdę śliczne, sypią się równo jak sznur
pereł. Pojedyncze słowa - lubię pana Alberta za pojedyncze słowa -
głaskają mnie po samozachwycie. Sama opowieść interesująca i przede
wszystkim skłaniająca do pewnych refleksji. Bo “Upadek” to przede
wszystkim refleksje i wspomnienia. Do tego Amsterdam, goryl z
Mexico-City, dużo wody i mgły (prawie jak moje mieszkanie), jakaś
melancholia, obrazy, jakaś tajemnicza, zalepiona deszczem atmosfera. Naprawdę warto.
Jak to Was nie przekonuje to może przekona Was fakt, że książka jest
krótka - pięć rozdziałów, każdy nich to jakiś kwadrans plus nadwyżki
(mniej niż dwa kwadranse to pewne), każdy z nich to kolejny dzień i
można założyć sobie spokojnie - dzisiaj w autobusie jeden rozdział i
każdego dnia następny. A pod koniec tygodnia, przy żadnym nakładzie
czasowym, możecie się tak jak i ja zachwycać spowiedzią sędzi-pokutnika.
Zaczynam powoli “Pride and Prejudice” Jane Austen. Zobaczymy, jak mi
się spodoba. Klimat zdecydowanie lżejszy od tych, którymi się ostatnio
raczę i właśnie dlatego na panią Austen bardzo liczę. Mam nadzieję na
rozrywkę i fabułę, która zajmie mój umęczony światem umysł.
arc 2012-01-07 20:19:37 ||
skomentuj (5)